6 mln Polaków choruje na migrenę
Szacuje się, że na migrenę w Polsce choruje nawet 6 mln osób, a ok. 750 tys. może spełniać kryteria rozpoznania migreny przewlekłej. Droga do diagnozy i skutecznego leczenia często trwa latami. Aby temu zaradzić, zespół ekspertów pod kierownictwem dr hab. Marty Waliszewskiej-Prosół – pracującej na co dzień w Uniwersyteckim Centrum Neurologii i Neurochirurgii UMW we Wrocławiu – opracował praktyczne rekomendacje leczenia migreny.
Wielu pacjentów początkowo liczy, że pomoże zwykła tabletka na ból głowy. Tak dzieje się, dopóki ból nie zaczyna wykluczać ich z normalnego życia. Kiedy leki bez recepty przestają działać, zaczyna się desperackie poszukiwanie pomocy. Jak tłumaczy dr hab. Marta Waliszewska-Prosół, polskie realia pokazują, że droga od pierwszych objawów do skutecznego i właściwego leczenia jest długa i wyboista.
Nawet 8 lat od pierwszych objawów po diagnozę
– Nasze ogólnopolskie badanie, które przeprowadziliśmy na populacji ponad 3200 migreników, pokazuje, że jest to czas od 4 do 8 lat. Zaczyna się od szukania odpowiedniego lekarza, po drodze jest długa i najczęściej niepotrzebna diagnostyka – tłumaczy dr hab. Marta Waliszewska-Prosół. – Często lekarze, którzy nie specjalizują się w leczeniu migreny, zlecają liczne badania, które nic nie wnoszą i nie rozwiązują problemu. W konsekwencji pacjent zamiast być leczony jest odsyłany (z bólem głowy) ze skierowaniem na kolejny rezonans głowy.
Specjalistka przyznaje, że pacjent cierpiący z powodu silnego bólu głowy szuka fizycznej, widocznej przyczyny – na przykład guza, którego można by usunąć. Prawda jest jednak inna: migreny nie widać w badaniach obrazowych. To choroba pierwotna, która nie jest wywołana inną przyczyną jak guz czy dyskopatia w obrębie kręgosłupa. Frustracja rośnie po obu stronach – u pacjenta i u lekarza. Tymczasem zdaniem neurolożki do postawienia trafnej diagnozy nie potrzeba zaawansowanej technologii.
– Właściwie rozpoznanie migreny jest dość proste. Głównym narzędziem diagnostycznym jest tu rozmowa z chorym. Na jej podstawie w 95% przypadków jesteśmy w stanie postawić właściwe rozpoznanie. Nie potrzebujemy do tego badań dodatkowych. A to jest to, na co nasi polscy pacjenci niestety skazywani są latami.
Szokujący rekord: 800 tabletek miesięcznie
Zdaniem specjalistów zajmujących się leczeniem migreny jednym z poważniejszych problemów jest skala uzależnienia polskich pacjentów od ogólnodostępnych leków przeciwbólowych, w szczególności tych zawierających opioidy.
– Jesteśmy jednym z niewielu krajów na świecie, w których preparaty złożone zawierające opioidy są dostępne bez recepty. Jeden z najpopularniejszych leków składający się z paracetamolu, kodeiny i kofeiny, jest nadużywany nawet u 40% naszych migreników. Kodeina, czyli opioid, powoduje uzależnienie psychiczne. Stąd moi rekordziści potrafią w miesiącu – w cudzysłowie – zjeść nawet 700–800 takich tabletek – ocenia dr hab. Waliszewska-Prosół.
Łatwo policzyć, że taka dawka to nierzadko 30 różnych tabletek dziennie, które przynoszą ulgę tylko na chwilę. Rozkręca się błędne koło bólu – mózg sam domaga się leku, przypominając typowe uzależnienie od narkotyków czy alkoholu. Pomimo przyjmowania setek tabletek, głowa boli codziennie. Nowe rekomendacje mówią wprost: opioidy nie służą do leczenia migreny.
Czego NIE robić: Kolczyki, zioła, olejki CBD i operacje chirurgiczne
Zdesperowani chorzy, nie znajdując oparcia w systemie, szukają pomocy w medycynie alternatywnej, a nawet decydują się na kosztowne i bezcelowe zabiegi. Właśnie dlatego najnowsze wytyczne Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy jako pierwsze w Polsce tak wyraźnie punktują to, czego absolutnie nie należy robić.
– Po raz pierwszy w rekomendacjach szczegółowo wymieniono te wszystkie metody, które nie mają żadnych dowodów naukowych na ich stosowanie. Podkreśliliśmy, że migreny nie leczymy żadnymi metodami chirurgicznymi. Wszystkie operacje, o których słyszymy, że migrenę można zoperować na przykład za duże pieniądze gdzieś za granicami naszego kraju, nie mają żadnego uzasadnienia. Wszelkie metody takie jak zakładanie sobie kolczyków w obrębie głowy, niesprawdzone metody fizjoterapeutyczne, olejki CBD, marihuana czy ziołolecznictwo po prostu nie są w tej chorobie skuteczne – mówi specjalistka.
Szczególnym ryzykiem dla pacjentów są operacje i zabiegi neurochirurgiczne związane z „niszczeniem” nerwów w obrębie głowy i twarzy. Mogą one prowadzić do powikłań – nierzadko powodując wtórny ból neuropatyczny.
Kiedy czas na leczenie specyficzne?
Gdy doraźne leki przeciwbólowe zawodzą i nie przerywają w pełni ataku – pozostawiając pacjenta „za szybą” z pulsującym ćmieniem i nudnościami – to znak, że pora udać się do lekarza po leki specyficzne (tryptany lub gepanty) dostępne na receptę.
Rekomendacje kładą też ogromny nacisk na wczesną profilaktykę czyli zapobieganie pojawianiu się napadów migreny. Jeśli głowa boli powyżej 6-8 dni w miesiącu, leczenie doraźne to za mało – podkreśla dr hab. Waliszewska-Prosół.
– Pacjenci z taką częstością napadów, a obowiązkowo, jeśli mają 15 dni w miesiącu z migreną, nie powinni być już leczeni lekami doraźnymi. Kolejna tabletka przeciwbólowa nie rozwiąże problemu, bo z czasem wrażliwość mózgu zmieni się i będzie on szybciej „domagał się” następnej tabletki. Taki pacjent, u którego ból głowy występuje często, coraz słabiej działają leki, które jeszcze niedawno działały powinien być leczony profilaktycznie po to, żeby mózg nie generował kolejnych napadów choroby. Bardzo istotne jest wczesne leczenie i zapobieganie szybkiemu rozwojowi postaci przewlekłej.
Przełom w leczeniu migreny dzieje się dziś
Eksperci oceniają, że ostatnie 5-6 lat to w neurologii gigantyczny przełom w walce z migreną. Pojawiły się leki specyficzne nowej generacji, które potrafią zredukować ból z 30 dni w miesiącu nawet do zera. Choć nowoczesne terapie są w Polsce dostępne, ich cena pozostaje zaporowa dla zwykłego pacjenta a leczenie nierzadko musi trwać latami.
– Refundacja w ramach programu lekowego jest związana z ogromną biurokracją oraz kolejkami generowanymi w ramach NFZ. Program lekowy dla populacji najprawdopodobniej około 1 miliona osób z migreną przewlekłą nie jest w stanie administracyjnie i logistycznie tego pomieścić. Aktualnie w całej Polsce leczony jest jedynie 1% pacjentów z migreną przewlekłą.
Na horyzoncie jest wiele nowych leków, aktualnie badane są kolejne cząsteczki i mamy nadzieję, że okażą się na tyle skuteczne, że wspomogą nas w walce z migreną – szczególnie u tych najtrudniejszych pacjentów, którzy nie odpowiadają na inne formy terapii.
Paluszek i główka, czyli migrena u dziecka
Migrena to nie tylko choroba dorosłych. Najmłodsi pacjenci to często zaledwie cztero- lub pięciolatki. U dzieci choroba objawia się nieco inaczej.
– Najczęściej takie dziecko zaczyna być nieadekwatnie zmęczone i senne. U dzieci różnicą w przebiegu migreny jest to, że spektakularnie „przeciwmigrenowo” pomaga sen. Okazuje się, że początek migreny to wcale nie jest wiek 20-30 roku życia roku życia. Nasze polskie badanie pokazało, że najczęściej migrena rozpoczyna się w wieku 7-10 lat. Stąd właśnie od migreny wzięło się przysłowie: „paluszek i główka to szkolna wymówka”. Bądźmy czujni, jeśli dziecko skarży się na bóle głowy. Nie bagatelizujmy tego – dodaje ekspertka.
Pełne rekomendacje zespołu pod kierownictwem dr hab. Marty Waliszewskiej-Prosół można znaleźć w Polskim Przeglądzie Neurologicznym, oficjalnym czasopiśmie edukacyjnym Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, wpisując w wyszukiwarkę hasło: „leczenie migreny rekomendacje ekspertów”. Choć skierowane są przede wszystkim do medyków, specjalistka zachęca również pacjentów do zapoznania się z nimi – by w końcu dowiedzieli się, jak skutecznie i bezpiecznie odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
Fot. www.magnific.com