Bąblowica – rzadka, ale groźna choroba
Bąblowica to rzadka, ale potencjalnie śmiertelna choroba pasożytnicza, która przez wiele lat może nie dawać żadnych objawów. Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – poprzez połknięcie jaj tasiemca bąblowcowego obecnych w środowisku. Choć w Polsce rozpoznaje się jedynie kilkadziesiąt przypadków rocznie, choroba pozostaje poważnym wyzwaniem diagnostycznym. O tym, jak dochodzi do zakażenia, dlaczego tak ważna jest czujność lekarzy oraz jak przebiega diagnostyka i leczenie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, opowiada epidemiolog prof. Jarosław Drobnik.
Bąblowica to choroba odzwierzęca wywoływana przez larwy tasiemców z rodzaju Echinococcus. Jak tłumaczy prof. Jarosław Drobnik z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW), naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) we Wrocławiu, do zakażenia dochodzi drogą pokarmową.
– Do zakażenia dochodzi po połknięciu jaj tasiemca bąblowcowego, które są wydalane z kałem zakażonych zwierząt. Ich głównym rezerwuarem są lisy, ale mogą je przenosić także inne dzikie zwierzęta oraz pośrednio psy i koty, które miały kontakt z takim środowiskiem – wyjaśnia prof. Jarosław Drobnik.
Jaja pasożyta są wydalane z kałem zakażonych zwierząt i mogą zanieczyszczać runo leśne, owoce leśne, grzyby, glebę oraz wodę. Mogą również znajdować się na sierści zwierząt, które miały kontakt z zanieczyszczonym środowiskiem. Człowiek nie zakaża się od drugiego człowieka – do zakażenia może dojść m.in. po spożyciu niemytych owoców leśnych, wypiciu nieprzegotowanej wody lub wskutek niedostatecznej higieny rąk po pobycie w lesie czy pracy w ogrodzie.
– Jaja pasożyta mogą znajdować się również na sierści zwierząt. Spożycie niemytych owoców leśnych lub brak dokładnego umycia rąk po kontakcie z zanieczyszczonym środowiskiem może doprowadzić do zakażenia. Po przedostaniu się do przewodu pokarmowego z jaj uwalniają się larwy, które przenikają przez ścianę jelita i wraz z krwią docierają do narządów, przede wszystkim do wątroby – zaznacza prof. Drobnik.
Miesiące i lata bez objawów – jak rozpoznać zagrożenie?
Bąblowica rozwija się bardzo powoli i przez wiele miesięcy, a nawet lat może nie dawać charakterystycznych objawów. Jej obraz kliniczny bywa mylony z chorobą nowotworową. Po przeniknięciu przez ścianę jelita larwy wraz z krwią trafiają do układu żyły wrotnej, dlatego w większości przypadków pierwszym narządem zajętym przez pasożyta jest wątroba. Wyróżnia się postać jednokomorową i wielokomorową choroby. Zmiany mogą pojawić się również w płucach, mózgu, śledzionie, a rzadziej w nerkach czy kościach.
Powstająca torbiel stopniowo powiększa się i uciska okoliczne tkanki, wywołując dolegliwości. Szczególnie niebezpieczne jest jej pęknięcie, które może doprowadzić do rozsiania pasożyta w organizmie.
– Zwykle choroba rozwija się miesiącami i latami. Jest bardzo często wykrywana przypadkowo jako nieswoista zmiana w wątrobie czy w płucach. Zdarza się, że na początku mylona jest z nowotworem. Objawy w płucach i wątrobie są bardzo niecharakterystyczne. Wcześniejszymi symptomami mogą być pobolewania po stronie wątroby, uczucie rozpierania w nadbrzuszu czy nudności. W zaawansowanym stadium może dojść do zapalenia dróg żółciowych, żółtaczki mechanicznej, wodobrzusza czy tzw. głowy Meduzy – wylicza epidemiolog.
W przypadku zajęcia płuc mogą pojawić się przewlekły kaszel i krwioplucie, natomiast zajęcie mózgu może powodować bóle głowy, zawroty oraz objawy neurologiczne.
Diagnostyka i leczenie wymagają współpracy wielu specjalistów
Ze względu na nieswoisty przebieg bąblowica wymaga dużej czujności diagnostycznej oraz współpracy specjalistów wielu dziedzin. Kluczową rolę odgrywają badania obrazowe – ultrasonografia, tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny – uzupełniane badaniami laboratoryjnymi.
– Specjalistyczne placówki, takie jak USK, są przygotowane do postawienia trafnej diagnozy i podjęcia leczenia. Mamy na miejscu specjalistów z zakresu neurologii, chirurgii, gastroenterologii oraz chorób zakaźnych – podkreśla ekspert USK. – Pierwsze kroki po wykryciu zmiany w badaniu USG, tomografii komputerowej czy rezonansie magnetycznym są zazwyczaj ukierunkowane na diagnostykę choroby nowotworowej. Jeżeli jednak nie znajduje ona potwierdzenia, warto uwzględnić w diagnostyce różnicowej również bąblowicę. W badaniach laboratoryjnych można wykryć swoiste przeciwciała metodami serologicznymi.
Leczenie bąblowicy jest złożone i opiera się na farmakoterapii przeciwpasożytniczej oraz – w wielu przypadkach – leczeniu chirurgicznym.
– To bardzo specjalistyczne leczenie oparte z jednej strony na lekach przeciwpasożytniczych, a z drugiej często na konieczności interwencji chirurgicznej. Samo leczenie przeciwpasożytnicze daje około 30–40 proc. szans na wyleczenie, dlatego trzeba zastosować radykalną operację, czyli usunięcie zmiany wraz z otaczającą tkanką. Wątroba ma duży potencjał regeneracyjny, więc szansa na sukces jest większa. W przypadku mózgu czy płuc to już bardzo poważny problem.
Prof. Drobnik zwraca również uwagę na znaczenie dokładnego wywiadu z pacjentem.
– Warto uczulić lekarzy, żeby brali to pod uwagę w wywiadzie – czy pacjent bywa w lesie, zbiera jagody i inne owoce leśne oraz czy miał kontakt z potencjalnym źródłem zakażenia.
Profilaktyka zaczyna się od podstawowych zasad higieny
Choć bąblowica występuje w Polsce stosunkowo rzadko, jej konsekwencje zdrowotne mogą być bardzo poważne. Dlatego podstawą profilaktyki pozostaje przestrzeganie prostych zasad higieny.
Po powrocie z lasu lub pracy w ogrodzie należy dokładnie umyć ręce. Wszystkie owoce leśne i grzyby powinny zostać starannie umyte pod bieżącą wodą przed spożyciem. Nie należy również pić nieprzegotowanej wody z leśnych źródeł.
Warto pamiętać, że głębokie mrożenie nie niszczy jaj pasożyta – giną one dopiero podczas obróbki termicznej w temperaturze około 60°C prowadzonej przez co najmniej kilkanaście minut.
Istotne znaczenie ma także regularne odrobaczanie psów i kotów preparatami działającymi przeciw tasiemcom oraz zabezpieczanie posesji i pojemników na odpady przed dostępem dzikich zwierząt.
– Jeśli będziemy pamiętać o dokładnym myciu rąk oraz owoców i grzybów przyniesionych z lasu, ryzyko zakażenia pozostaje bardzo niewielkie – podsumowuje prof. Jarosław Drobnik.
Fot. www.magnific.com