Dni Dawcy – przeszczep oznacza życie
DNI DAWCY – PRZESZCZEP OZNACZA ŻYCIE
Monika Maziak
Ma 7 lat. Doskonale biega. W BUMKids zajęła 5. miejsce w klasyfikacji ogólnej na 400 metrów. Wśród dziewczynek była 2. Pięknie rysuje – jej projekty zdobią koszulki, z których sprzedaż wspiera działalność Fundacji na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. Nie ma w tym przypadku. Dominika Kluczka całkiem niedawno wygrała najważniejszy wyścig
Po raz kolejny w Biegu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wystartowali także najmłodsi biegacze. Wśród nich uczennica I klasy Szkoły Podstawowej nr 61 we Wrocławiu – Dominika Kluczka. To był jej pierwszy start w tych zawodach. Rok wcześniej mogłaby je co najwyżej obserwować z okien pobliskiego Przylądka Nadziei.
Tak nie wygląda chore dziecko
– Nic nie wskazywało, że Dominika może być chora. Aktywna, wysportowana, pełna energii, dopiero co wróciła z nart – opowiada mama Dominiki. Diagnoza była dla rodziny szokiem. Zaczęło się niewinnie od podłapanej w przedszkolu ospy, o powikłanym już jednak przebiegu. W konsekwencji dziewczynce bardzo powiększyły się węzły chłonne. Lekarz zlecił badania, a ich wyniki były bardzo niepokojące. I tak trafili do Przylądka Nadziei. Postawiona tu diagnoza wywróciła ich życie do góry nogami. Słowa „białaczka” nie chce usłyszeć żaden rodzic na świecie.
Białaczka, czerwonka, żółtaczka – dziecku bez różnicy
– Nie ma dobrego wieku na taką chorobę u dziecka, ale my nie trafiliśmy chyba najgorzej – podsumowuje mama Dominiki. – Ona jeszcze nie potrafiła wyobrazić sobie, co to znaczy. Białaczka, czerwonka czy żółtaczka – to dla niej właściwie to samo, „kolorowa” choroba, która zmusza na jakiś czas do pozostania w szpitalnym łóżku. Kilkuletnie dziecko nie przewiduje konsekwencji choroby i choć zadaje trudne pytania, nie boi się tak, jak nastolatki. – Obserwowałam je w szpitalu, zupełnie inaczej to przeżywały; i dla nich, i dla ich rodziców było to dużo trudniejsze doświadczenie – mówi. Dominika znosiła leczenie stosunkowo dobrze. Współpracowała nawet w najtrudniejszych momentach. Dużo rysowała, bo bardzo to lubi, a niewiele więcej mogła w tym czasie robić. Tak powstały między innymi projekty, które pojawiły się na koszulkach.
Co było najtrudniejsze? Nieprzewidywalność zdarzeń i wyczekiwanie na wyniki kolejnych badań, a po informacji, że potrzebny jest przeszczep szpiku – niepewność, czy uda się znaleźć dawcę na czas i bez powikłań przeprowadzić zabieg. Mieli dużo szczęścia. Dawcą mógł zostać brat, dzięki temu wszystko potoczyło się błyskawicznie: w kwietniu usłyszeli diagnozę, we wrześniu przeszczepiono Dominice szpik. Rekonwalescencja przebiegała wyjątkowo szybko.
Ruch pomaga
Dominika do biegania wraca już dwa miesiące po przeszczepie. 300 metrów, które musi przebiec w listopadowym City Trail, to chyba najdłuższy dystans w jej życiu. Jest jeszcze w immunosupresji i kondycja ciągle nie ta, ale duch walki pozwala jej resztkami sił pokonać wymaganą trasę. Dobiega trzecia… od końca. A potem z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Niespełna rok później Dominika ma już za sobą start w czerwcowych Onkoigrzyskach i dwa medale – za biegi i pływanie. 9 września, dokładnie rok po przeszczepie, startuje w Biegu Solidarności, gdzie zajmuje 4. miejsce. 30 września biegnie w BUMKids. Kibicuje jej i czeka z medalem na mecie prof. Alicja Chybicka. – Ruch bardzo pomaga naszym pacjentom – wyjaśnia kierownik Przylądka Nadziei. I dodaje, że dzieci aktywizowane są w klinice bardzo szybko. Są jeszcze bardzo słabe po leczeniu, ale od razu specjaliści starają się je krok po kroku skłaniać do wysiłku fizycznego. Dominika jest jednak ewenementem – tak szybkie dojście do tak doskonałej formy nie zdarza się często.
To jeszcze nie koniec
Dominika wciąż jest pod opieką specjalistów z Przylądka Nadziei. Przechodzi kontrole i badania. Rodzice mają świadomość, że na definitywne zakończenie tej historii muszą jeszcze poczekać.
Całość rozmowy dostępna jest w październikowym wydaniu "Gazety Uczelnianej".