Leczyli i uczyli, jak myć zęby
Dwoje tegorocznych absolwentów Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu spędziło część wakacji, pomagając mieszkańcom Afryki. Witold Świenc i Aleksandra Wojtyga pojechali do Rwandy, aby nauczyć tamtejszą społeczność, jak dbać o higienę jamy ustnej oraz leczyć jej zęby na tyle, na ile pozwalały warunki, które były bardzo skromne.
Anna Szejda
Zaczęło się od Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Stomatologii (International Association of Dental Students). Należy do niego m.in. Polskie Towarzystwo Studentów Stomatologii, którego prezydentem jest Witold Świenc, tegoroczny absolwent kierunku lekarsko-dentystycznego na UMW, obecnie lekarz stażysta w Uniwersyteckim Centrum Stomatologicznym przy ul. Krakowskiej.
– Kiedy do stowarzyszenia dołączył nasz rwandyjski odpowiednik, złożyliśmy jego członkom gratulacje, co zapoczątkowało rozmowy o ewentualnej współpracy – mówi Witold. – Później pojawił się pomysł, że pojedziemy do nich, aby pomóc mieszkańcom najuboższych rejonów kraju i jednocześnie wymienić się doświadczeniami z tamtejszymi kolegami po fachu.
Od planów przeszli do czynów. Na wyjazd w ramach wolontariatu zdecydowało się dziewięć osób należących do Polskiego Towarzystwa Studentów Stomatologii. Sami ponieśli większość kosztów, a organizacją ich pobytu w Kigali (stolica Rwandy – przyp. red.) zajęli się członkowie Rwanda Dental Students Association. Na miejscu zamieszkali w trzygwiazdkowym hotelu, jednym z najlepszych – jak im powiedziano – w tej części miasta. Okazało się jednak, że tamtejsze standardy są inne niż polskie.
– Dość często w ogóle nie było wody, a gdy była, to tylko zimna – śmieje się młody lekarz. – Przy trzydziestostopniowych upałach trochę nam to doskwierało, ale mieliśmy świadomość, że nie jedziemy na ekskluzywne wakacje.
Zresztą w tygodniu spędzali niewiele czasu w hotelu. Wstawali skoro świt i już około godz. 6.00 byli w autobusie, żeby na godz. 9.00 dojechać do oddalonych 25-30 km miejscowości.
– Tam nie ma asfaltowych dróg, jedzie się po piachu z niewielką prędkością, dlatego trwało to tak długo – wyjaśnia Witold. Same dojazdy zajmowały im sześć godzin dziennie, przez następne siedem, osiem przyjmowali pacjentów.
Większość mieszkańców Rwandy ma ograniczony dostęp do specjalistów, bo w kraju, który zamieszkuje prawie 13 mln osób, jest tylko około 200 lekarzy specjalistów. Owszem, w stolicy funkcjonuje prywatna, bardzo dobrze wyposażona klinika, ale dla wielu osób jest poza zasięgiem, głównie finansowym. Podobnie jak środki higieniczne.
– Powiedzmy, że przy średnich zarobkach w wysokości 100 dolarów za pastę do zębów trzeba zapłacić osiem, dziewięć. Takie są proporcje – tłumaczy prezydent PTSS i dodaje, że dzięki wsparciu firm farmaceutycznych zawieźli do Afryki podstawowe przybory. Każdy, kto przyszedł na spotkanie, otrzymał swój zestaw. Zainteresowanych nie brakowało, bo pocztą pantoflową szybko rozeszła się wieść, że na miejscu są lekarze z Europy. Niektórzy pacjenci wyruszali ze swoich wsi i miasteczek już o drugiej nad ranem, aby zdążyć na wizytę.
– Jedni chcieli skorzystać z badań, nauczyć się myć zęby, co jest bardzo budujące, ale byli też tacy, którzy wyraźnie potrzebowali interwencji. Po przyjściu od razu pokazywali, gdzie ich boli, co może znaczyć, że dość długo cierpieli, ale nie mogli liczyć na pomoc medyczną w okolicach miejsca zamieszkania – wspomina Witold.
Z rozmów z rwandyjskimi pacjentami wynika, że prawie 90 proc. z nich dba o czystość jamy ustnej średnio raz w miesiącu. Nie używają jednak szczoteczek i past, część nie wiedziała nawet, do czego służą. Większość lokalnej ludności "myje zęby", żując gałązki drzew i krzewów, które mają mieć właściwości kariostatyczne (zapobiegają próchnicy – przyp. red.).
– Mając tę wiedzę, byliśmy zaskoczeni stosunkowo niewielką skalą próchnicy, co tylko potwierdza teorię, jak bardzo destrukcyjne dla zębów jest spożywanie słodyczy, czyli cukru – dodaje Witold.
Młodzi lekarze przyjmowali pacjentów w sali, którą udostępnił im lokalny szpital. Do dyspozycji mieli drewniane ławy i krzesła, które w żaden sposób nie przypominały foteli dentystycznych. Nie mieli za to swobodnego dostępu do bieżącej wody i prądu. Warunki nie pozwalały na tradycyjne leczenie ubytków, nie mówiąc już o np. leczeniu kanałowym. Dlatego wykonywali głównie skaling (usuwanie złogów kamienia nazębnego – przyp. red.) i ekstrakcje.
– Zgodnie z tym, czego nas uczono na studiach, zabiegi chirurgiczne były jednak ostatecznością. Jeśli ząb żył i widzieliśmy, że da się go uratować, zachęcaliśmy do tego. Co ciekawe, tam nie ma żadnej instytucji na kształt naszego Narodowego Funduszu Zdrowia. Pacjent za usługę medyczną płaci 15 proc., a reszta pochodzi z budżetu państwa – opowiada lekarz. Rwali więc zęby bólowe, takie które pokonała próchnica albo ósemki, które zniekształcały zgryz i utrudniały zachowanie czystości (choćby przy użyciu gałązek). Szacują, że w czasie dwóch tygodni udzielili pomocy około 3,5 tys. mieszkańcom Rwandy, a kolejnym pięciu tysiącom pokazali, jak dbać o higienę jamy ustnej.
W planach mają kolejne misje. Już wiedzą, że na przyszłość muszą zakwaterować się jak najbliżej miejsca zamieszkania tych, którym chcą pomagać. Pojawił się też pomysł, aby oprócz Rwandy odwiedzić Etiopię, a mniejszość hinduska zachęcała, żeby pojechali wesprzeć mieszkańców ich ojczyzny. Chcą też regularnie przesyłać "swoim pacjentom", a więc tym, których nauczyli, jak dbać o higienę, szczoteczki i pasty do zębów.
– Choć pojechaliśmy w egzotyczne miejsce, trudno nazwać ten wyjazd wakacjami. Satysfakcję mamy jednak ogromną – podsumowuje szef PTSS.
Fot. Polskie Towarzystwo Studentów Stomatologii