Wróć do strony głównej
Zdrowiej wiedzieć | 17.07.2026

Między fantazją a relacją

Pornografia internetowa, cyberseks, chatboty erotyczne i generatywna sztuczna inteligencja nie tylko poszerzają dostęp do seksualnych bodźców. Wpływają też na oczekiwania wobec bliskości: co uznajemy za „normalną” reakcję, jakiej dostępności oczekujemy i czy zostawiamy miejsce na potrzeby drugiej osoby. Technologia zmienia więc nie tylko zachowania seksualne, lecz także wyobrażenia o przyjemności, relacji i odpowiedzialności.

O tym, jak doświadczenia cyfrowe przenikają do codziennego rozumienia seksualności, mówił podczas kongresu Re_Mind dr Robert Kowalczyk, prof. UMW, z Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. 

Jednym z kluczowych pojęć jest skrypt seksualny – zbiór wzorców i oczekiwań dotyczących tego, jak seks „powinien” przebiegać, kto inicjuje kontakt, jakie zachowania są przewidywane i co uznaje się za atrakcyjne. Skrypt kształtują kultura, wychowanie, doświadczenia, relacje i media – dziś coraz częściej także pornografia, cyberseks oraz inne formy seksualności cyfrowej.

Fantazja, nie instrukcja

Pytanie o pornografię nie powinno prowadzić do automatycznej diagnozy ani moralnej oceny. W praktyce seksuologicznej ważniejszy jest kontekst: czy pozostaje ona elementem fantazji, czy zaczyna organizować sposób przeżywania podniecenia, oczekiwania wobec drugiej osoby i ocenę własnej seksualności.

– W rozmowach z pacjentami często słyszę: „winna jest pornografia”. Niekiedy rzeczywiście odgrywa ona istotną rolę, ale nie zakładam tego z góry. Interesuje mnie przede wszystkim jej funkcja w życiu konkretnej osoby i wpływ na kształtowanie skryptu seksualnego – mówi prof. Kowalczyk.

Zamiast pytać ogólnie, czy pornografia szkodzi, warto ustalić, kiedy i w jaki sposób zaczyna wpływać na realne życie seksualne. Internet pozwala błyskawicznie zmieniać bodźce, wybierać najbardziej pobudzające scenariusze i odrzucać to, co nie odpowiada aktualnemu pragnieniu. W relacji nie ma takiego montażu ani pełnej kontroli nad drugą osobą.

– Jeżeli określone elementy treści pornograficznych najsilniej uruchamiają pobudzenie, z czasem mogą stać się warunkiem jego pojawienia się. Wtedy bez tego typu bodźców reakcja seksualna bywa słabsza albo trudniejsza do osiągnięcia – wyjaśnia prof. Kowalczyk.

Mechanizm ten bywa opisywany jako eskalacja bodźców seksualnych: stopniowe przesuwanie pobudzenia w stronę coraz bardziej określonych, intensywnych lub łatwo dostępnych bodźców. Nie oznacza to automatycznie patologii, pokazuje jednak, że powtarzalne doświadczenia cyfrowe mogą kształtować zarówno wyobraźnię seksualną, jak i reakcje ciała.

Pornografia dostarcza również gotowych reprezentacji tego, jak seks ma wyglądać, brzmieć i przebiegać. Prof. Kowalczyk porównuje to do ekranizacji książki: po obejrzeniu filmu podczas lektury mogą powracać twarze aktorów i obrazy z ekranu. Podobnie treść pornograficzna może podsuwać gotowe obrazy własnej fantazji. Problem pojawia się wtedy, gdy fantazja zostaje potraktowana jak instrukcja.

– Jeżeli ktoś utrwala obraz, że orgazm musi wiązać się z krzykiem, gwałtowną ekspresją i jednoznacznym scenariuszem, może zacząć traktować taką reakcję jako normę. Gdy realne doświadczenie wygląda inaczej, łatwo pojawia się niepokój: czy coś jest nie tak ze mną, z partnerem albo z partnerką? – zauważa prof. Kowalczyk.

W takim ujęciu pornografia nie jest ani wyłącznie prywatną fantazją, ani prostym „złym wpływem”. Może stać się filtrem, przez który oceniane są ciało drugiej osoby, intensywność reakcji, sposób przeżywania przyjemności i własna sprawność seksualna.

Relacja, której nie da się przewinąć

Pornografia, cyberseks i erotyczne interakcje online oferują dostępność, możliwość modyfikowania bodźców, brak zobowiązań i ograniczone ryzyko odmowy. Relacja wymaga natomiast czasu, komunikacji i przyjęcia, że nie każda potrzeba zostanie spełniona natychmiast.

– Część osób może pozostać w świecie, który na pewnym etapie daje wystarczające poczucie satysfakcji. Nie wymaga on czasu potrzebnego do budowania więzi, rozmowy ani negocjowania potrzeb. Wystarczy dostęp do internetu, żeby wejść w interakcję dającą poczucie relacji seksualnej. To poziom modyfikowalności, którego realny kontakt nie oferuje – podkreśla prof. Kowalczyk.

W świecie cyfrowym użytkownik może wybierać bodźce, zmieniać tempo, modyfikować wygląd partnera lub partnerki i zakończyć interakcję w dowolnym momencie. Realna bliskość oznacza spotkanie z osobą, która ma własne emocje, potrzeby, granice i prawo do odmowy. Technologie są więc atrakcyjne nie tylko jako źródło pobudzenia, lecz także dlatego, że redukują napięcia związane z niepewnością, frustracją i negocjowaniem potrzeb.

To wpisuje się w kulturę natychmiastowej gratyfikacji. Im łatwiej uzyskać pobudzenie dopasowane do nastroju, tym bardziej realna relacja może wydawać się wymagająca: mniej przewidywalna, mniej dostępna i mniej podatna na kontrolę.

– Współczesna kultura coraz gorzej toleruje frustrację. Wiele potrzeb ma zostać zaspokojonych tu i teraz. W seksualności przybiera to czasem postać wyobrażenia „uberseksu” – doświadczenia dostępnego na żądanie i podporządkowanego oczekiwaniom użytkownika – mówi prof. Kowalczyk.

Ryzyko nie polega więc wyłącznie na łatwym dostępie do treści seksualnych. Chodzi również o możliwe osłabienie gotowości do czekania, przyjmowania odmowy i uzgadniania potrzeb – kompetencji niezbędnych w realnej bliskości.

Technologia przesuwa granice intymności

Pornografia internetowa jest tylko jednym z etapów technologicznej zmiany. Kolejne to cyberseks, wirtualna rzeczywistość, chatboty erotyczne, generatywna sztuczna inteligencja, teledotyk – technologie przenoszące dotyk na odległość za pomocą urządzeń haptycznych – oraz seksroboty. Rozwiązania te mogą odpowiadać na realne potrzeby osób samotnych, z niepełnosprawnościami, doświadczających lęku przed kontaktem lub mających ograniczony dostęp do relacji. Mogą jednak także pogłębiać izolację i utrwalać nierealistyczne oczekiwania.

Największa zmiana polega na przejściu od oglądania do uczestnictwa i personalizacji. Użytkownik nie tylko odbiera treść, lecz coraz częściej może ją współtworzyć, modyfikować i dopasowywać do własnych preferencji.

– Możemy zmierzać w stronę bardzo zindywidualizowanych form seksualności, na przykład cyberseksu w VR. To nie jest już wyłącznie oglądanie filmu, ale uczestnictwo w zaprojektowanym doświadczeniu. Rozwijają się także gadżety i seksroboty dopasowywane do potrzeb użytkownika. Im mniej trzeba negocjować, tym łatwiej pomylić spełnienie pragnienia z relacją – zauważa prof. Kowalczyk.

Sztuczna inteligencja pogłębia tę zmianę. Chatbot erotyczny lub system uczący się preferencji użytkownika nie tylko dostarcza bodźców, lecz także symuluje rozmowę, zainteresowanie i dostępność. Tworzy wrażenie doświadczenia projektowanego indywidualnie: reagującego, podatnego na korektę i zawsze gotowego do kontaktu. To prowadzi do pytania, co stanie się z relacjami, jeżeli punktem odniesienia będzie partner, który nie odmawia, nie ujawnia własnych potrzeb i może być stale dopasowywany do oczekiwań drugiej strony.

Rozwój generatywnej AI rodzi również pytania o nadużycia: tworzenie seksualnych deepfake’ów, wykorzystywanie wizerunku bez zgody, skrajną personalizację treści czy wzmacnianie stereotypowych wzorców kobiecości, męskości i pożądania. Seksualność cyfrowa nie rozwija się obok społeczeństwa – odsłania jego napięcia: samotność, presję natychmiastowej satysfakcji, trudność w budowaniu więzi i brak języka do rozmowy o intymności.

Edukacja zamiast moralizowania

Odpowiedzią na te zmiany nie powinny być zakaz, zawstydzanie ani moralizowanie. Takie podejście nie pomaga zrozumieć, jak działają treści cyfrowe i dlaczego wpływają na wyobraźnię seksualną. Potrzebna jest edukacja, która pozwala odróżniać produkt medialny od relacji, bodziec od bliskości i fantazję od doświadczenia z realną osobą.

– W edukacji potrzebna jest rzetelna informacja o tym, czym jest pornografia: że to produkt medialny, w którym osoby występujące są dobierane pod kątem określonych cech, a sceny są reżyserowane, montowane i podporządkowane określonemu efektowi. To fantazja o seksie, nie instrukcja seksu – podkreśla prof. Kowalczyk.

Taka edukacja nie ocenia cudzej seksualności. Ma rozwijać zdolność nazywania własnych doświadczeń, pragnień i granic, a także krytycznego rozumienia wpływu mediów. Pomaga odróżnić to, co pobudza w fantazji, od tego, co w kontakcie z drugą osobą jest możliwe, bezpieczne i oparte na dobrowolnej zgodzie.

– Nie chodzi o zaglądanie ludziom do łóżka ani ocenianie, które zachowania są właściwe. W seksuologii ważniejsze są granice, konsensualność i jakość relacji. Dawniej wiele relacji opierało się na sztywniej przypisanych rolach, dziś częściej wymagają one uzgadniania zasad. Relacyjność staje się jedną z kluczowych kompetencji – podsumowuje ekspert.

Edukacja seksualna nie powinna więc ograniczać się do ostrzegania przed pornografią, cyberseksem czy sztuczną inteligencją. Jej zadaniem jest pokazywanie seksualności jako obszaru relacji, decyzji i odpowiedzialności. Technologia może coraz lepiej symulować reakcję, zainteresowanie i dopasowanie, ale nie zastępuje rozmowy, wzajemności, uzgadniania granic ani uwzględniania perspektywy drugiego człowieka.

Fot. Tomasz Walów/UMW

Autor: Aneta Bawiec Data utworzenia: 17.07.2026 Autor edycji: Aneta Bawiec Data edycji: 17.07.2026