Młoda Nauka nabiera rozpędu
Nauka rzadko rozwija się w spektakularnych momentach. Częściej w ciszy laboratoriów, w rozmowach po seminariach, w roboczych mailach wysyłanych późnym wieczorem. W decyzjach podejmowanych bez pewności, czy obrana ścieżka okaże się tą właściwą. Nie każda decyzja naukowa zapada przy biurku, z gotowym planem i jasno określonym celem – wiele z nich rodzi się właśnie w takich chwilach zawahania, w rozmowie, w trakcie próbowania i poprawiania własnych pomysłów.
Młodzi badacze – studenci, doktoranci, naukowcy rozpoczynający samodzielną pracę – poruszają się dziś w świecie ogromnych możliwości, ale też rosnących wymagań. Od pierwszych idei oczekuje się dojrzałości metodologicznej, od wniosków grantowych – konkurencyjności, a od publikacji – międzynarodowego zasięgu. Coraz częściej o powodzeniu decyduje nie tylko wiedza i ambicja, lecz także dostęp do wsparcia, doświadczenia innych oraz przestrzeni do zadawania pytań. To właśnie w tej przestrzeni zaczyna się młoda nauka – proces, którego nie widać w sprawozdaniach i tabelach, a który w największym stopniu kształtuje przyszłych badaczy.
Rozpoczynamy cykl „Młoda Nauka od środka” – opowieść o ludziach, relacjach i drogach badawczych, które kształtują młodych naukowców. Chcemy przyjrzeć się nauce nie od strony procedur i regulaminów, lecz od strony doświadczeń: pierwszych decyzji, prób i błędów, spotkań z mentorami oraz momentów, w których pomysł zaczyna nabierać realnych kształtów.
Od 2025 roku na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu realizowany jest program „Młoda Nauka”, skierowany do studentów, doktorantów i młodych naukowców stojących na progu samodzielnej pracy badawczej. Jego założeniem jest stworzenie spójnego systemu wsparcia – takiego, który łączy mentoring z szybkim uruchamianiem pierwszych projektów badawczych.
– To dla mnie jedna z najważniejszych inicjatyw podjętych na uczelni. Myślę, że długofalowo ma szansę realnie zmienić środowisko badawcze Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – najlepszej polskiej uczelni w światowych rankingach. Z jednej strony to konsekwentnie realizowana strategia uczelni badawczej, z drugiej rodzaj wsparcia i budowania wspólnoty – dzielenia się wiedzą, pomocy w znajdywaniu najlepszych rozwiązań a czasem rozwiązania prozaicznych problemów z finansowaniem badań czy wyjazdów. Przyszłość UMW powstaje dziś w pierwszych projektach studentów, w decyzjach doktorantów i w jakości wsparcia, jakie otrzymują na starcie kariery – podkreśla rektor prof. Piotr Ponikowski.
Jednym z najbardziej namacalnych elementów programu są nanogranty. To niewielkie, elastyczne środki, pozwalające szybko odpowiedzieć na konkretne potrzeby badawcze: sfinansować materiały, wykonać analizy pilotażowe, uzyskać dostęp do aparatury czy danych. Do tej pory złożono 48 wniosków, z czego 23 projekty otrzymały finansowanie, a łączna kwota przyznanych środków wyniosła blisko 100 tys. zł. Każdy z tych grantów to osobna historia – moment, w którym pomysł przestaje być jedynie intelektualnym ćwiczeniem, a zaczyna być realnym badaniem.
Drugi filar „Młodej Nauki” to mentoring. W program zaangażowanych jest obecnie 36 mentorów – naukowców reprezentujących różne dziedziny i ścieżki kariery. Mentoring w tym ujęciu nie sprowadza się do formalnej opieki promotorskiej. To rozmowy o planowaniu badań, strategii publikacyjnej, grantach i porażkach, ale także o wyborach, których nie da się wpisać w harmonogramy i regulaminy. To wsparcie szczególnie istotne na etapie, gdy młody naukowiec uczy się samodzielności i odpowiedzialności za własne decyzje badawcze.
Dobry mentor „odczarowuje” system
Jak podkreśla prof. Julita Kulbacka, koordynatorka programu, jednym z kluczowych założeń „Młodej Nauki” było zbudowanie ciągłości pomiędzy potencjałem młodych badaczy a rozproszonym wcześniej systemem wsparcia.
– Najbardziej krytycznym momentem dla rozwoju młodych naukowców jest pierwsze zderzenie z „naukową rzeczywistością”, czyli sytuacja, w której hipoteza okazuje się błędna, a wyniki nie potwierdzają założeń – uważa prof. Julita Kulbacka. – To chwila, w której młody człowiek często traci wiarę w swoje kompetencje. Jeśli w tym punkcie poczuje się oceniany lub pozostawiony sam sobie, może na zawsze zniechęcić się do pracy badawczej. Dlatego w „Młodej Nauce” kładziemy tak duży nacisk na to, by w tym momencie obok był mentor. Ten „moment zachwiania” jest paradoksalnie najbardziej rozwojowy – to wtedy badacz uczy się rzetelności, cierpliwości i tego, że negatywny wynik to wciąż wynik, który posuwa naukę do przodu. Przetrwanie tej pierwszej próby buduje naukową odporność, która jest niezbędna w późniejszej karierze. Wiele przełomowych odkryć nauki było niezamierzonym skutkiem ubocznym dobrze prowadzonych badań, a nie realizacją precyzyjnego planu. A z drugiej strony przypadek sprzyja tylko przygotowanym umysłom.
Koordynatorka „Młodej Nauki” obserwuje przede wszystkim ogromny wzrost świadomości interdyscyplinarnej oraz pragmatyzmu, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Młodzi naukowcy nie chcą już uprawiać nauki „dla samej nauki” w izolacji. Szukają przełożenia swoich badań na klinikę (medycyna translacyjna) i bardzo wcześnie interesują się nowymi technologiami, takimi jak omika czy sztuczna inteligencja. Zauważalna jest także zmiana ich modelu komunikacji. Są znacznie bardziej otwarci na współpracę międzynarodową i networking, ale jednocześnie czują większą presję czasu. Wiedzą, że świat pędzi i oczekują od instytucji narzędzi, które pozwolą im działać sprawnie – stąd tak duży sukces nanograntów. Co ważne, młodzi badacze coraz częściej szukają w nauce poczucia sensu i wspólnoty, a nie tylko punktów i prestiżu.
– W świecie zdominowanym przez wskaźniki, punkty i skomplikowane systemy grantowe, mogę powiedzieć, że mentoring staje się „ludzkim kompasem” – dodaje prof. Julita Kulbacka. – Im bardziej nauka jest sformalizowana, tym bardziej potrzebny jest nieformalny przepływ wiedzy i doświadczenia. Mentoring to dziś rola ochronna – mentor pomaga młodemu badaczowi przefiltrować szum informacyjny i skupić się na tym, co naprawdę ważne dla jego rozwoju. To także jedyna przestrzeń, w której można szczerze rozmawiać o dylematach etycznych czy porażkach, które nie mieszczą się w raportach. Dobry mentor „odczarowuje” system, pokazując, że za każdym wielkim tytułem naukowym kryje się człowiek, który również miewał chwile zwątpienia. To serce programu, które sprawia, że uczelnia przestaje być tylko miejscem pracy, a staje się wspólnotą idei.
Prof. Julita Kulbacka chciałabym, aby za kilka lat „Młoda Nauka” była postrzegana nie jako program, ale jako naturalny ekosystem rozwoju – naukowa przestrzeń, do której drzwi są zawsze otwarte.
– Moim marzeniem jest, by stała się ona programem systemowym, gdzie nabieramy naukowej odwagi i realizujemy naukowe pasje. Chciałabym, aby student czy doktorant UMW wiedział, że jeśli ma ambitny, nawet ryzykowny pomysł, to w „Młodej Nauce” znajdzie ludzi, którzy pomogą mu go oszlifować. Naszą rolą jest pokazanie, że nauka nie jest „obok” medycyny czy farmacji, ale jest jej sercem. Chcę, by postrzegano nas jako miejsce, gdzie zaczynają się najlepsze drogi zawodowe w polskiej medycynie – miejsce, które daje solidny warsztat, ale przede wszystkim skrzydła i wiarę we własne możliwości. Aby nasi absolwenci, sami stając się mentorami, przekazywali dalej tę kulturę otwartości i wzajemnego wsparcia.
Mały grant bywa momentem przełomowym
Za bieżące działania programu i kontakt ze środowiskiem młodych naukowców odpowiada m.in. lek. Wojciech Szlasa, współkoordynator inicjatywy, zaangażowany w jej codzienny wymiar. Z jego doświadczeń wynika, że w ramach programu młodzi naukowcy najczęściej zadają bardzo praktyczne pytania:
– W jaki sposób znaleźć problem badawczy, zaprojektować badania, sformułować realistyczne pytania i plan, jak dobrać metodologię oraz analizę statystyczną, jak przejść przez formalności, jak zorganizować współpracę i dostęp do materiału biologicznego, a także jak pisać abstrakty i prace oraz gdzie i kiedy je zgłaszać – wylicza. – Druga grupa wątpliwości dotyczy kierunku rozwoju: czy iść w projekt kliniczny czy laboratoryjny, jak budować ścieżkę publikacyjną, jak sensownie planować pierwsze granty i jak poukładać to z codzienną pracą na uczelni i w klinice.
Kolejna obserwacja dotyczy nanograntów, które zdaniem koordynatora częściej niż można się spodziewać realnie zmieniają kierunek projektu.
– Niewielki grant bywa momentem przełomowym, bo pozwala wykonać kluczowy eksperyment pilotażowy, zebrać pierwszą partię danych, opłacić niezbędne odczynniki lub dostęp do infrastruktury – zauważa. – W efekcie uczestnik podejmuje decyzje o dalszym kierunku badań w oparciu o realny wynik, a nie intuicję. Czasem nanogrant nie tyle zmienia temat, co podnosi projekt na poziom, który umożliwia wnioskowanie o większe finansowanie albo wejście we współpracę z inną jednostką.
W opinii Wojciecha Szlasy relacja mentoringowa rzeczywiście działa, gdy ma jasny cel i rytm. Najlepiej sprawdza się sytuacja, w której na początku ustala się oczekiwania, najbliższe kamienie milowe i minimalny harmonogram prac, a mentoring sprowadza się do krótkich, konkretnych kroków: doprecyzowania hipotezy, weryfikacji planu, wskazania ryzyk, pomocy w priorytetyzacji oraz otwierania drzwi do zasobów i kontaktów. Kluczowe są też: dostępność mentora oraz poczucie, że mentor realnie bierze odpowiedzialność za jakość procesu, a nie tylko patronuje nazwiskiem.
– Rolę takich programów w codzienności młodego naukowca na uczelni medycznej widzę jako system, który tworzy system sprzyjający pracy naukowej oraz natworkingowi młodych naukowców – podsumowuje Wojciech Szlasa. – Na uczelni medycznej młody naukowiec często działa „pomiędzy" dydaktyką, kliniką i wymaganiami formalnymi, dlatego najbardziej pomaga mu stałe wsparcie w planowaniu, dostępie do zasobów i w budowaniu kompetencji krok po kroku. Program ma też znaczenie dla społeczności uczelnianej - pokazuje, że nauka na UMW nie jest dodatkiem „po godzinach", tylko elementem rozwoju, a uczelnia tworzy warunki do startu i dojrzewania do większych projektów.
Biuro programu miejscem dialogu, a nie urzędem
Istotnym, choć często niewidocznym elementem programu pozostaje zaplecze organizacyjne: koordynacja naborów, komunikacja z uczestnikami, wsparcie mentorów i reagowanie na bieżące potrzeby. Ten obszar współtworzy Edyta Podolan.
– Największym wyzwaniem w organizacji programu jest logistyka – stwierdza Edyta Podolan. – Musimy pogodzić sztywne ramy administracyjne uczelni z niezwykle dynamicznym i obciążonym grafikiem młodych lekarzy, naukowców i studentów. Wyzwaniem jest takie przekazanie uczestnikom programu procedur, aby były one wsparciem, a nie kolejną barierą. To codzienna praca nad tym, by biurokracja nie stłumiła naukowej pasji, co wymaga elastyczności i szybkiego reagowania na indywidualne potrzeby badaczy.
Szefowa biura programu przyznaje, że między wierszami wniosków o odczynniki czy drobną aparaturę widoczna jest przede wszystkim potrzeba bycia zauważonym i docenionym. Młodzi naukowcy szukają potwierdzenia, że ich praca jest ważna dla społeczności akademickiej. Często potrzebują znaleźć środowisko, w którym naukowa pasja jest rozumiana i wspierana, a nie postrzegana jako dodatkowe obciążenie. Szczególnie istotną kwestią w programie jest budowanie zaufania i otwartości
– Tutaj z pewnością pomaga skrócenie dystansu i transparentność – wyjaśnia Edyta Podolan. – Staramy się, by biuro programu było miejscem dialogu, a nie urzędem. Kiedy uczestnicy widzą, że po drugiej stronie są osoby, które szczerze kibicują ich projektom i starają się usunąć przeszkody, a nie je mnożyć, otwierają się. Bardzo ważna jest też szybka i merytoryczna informacja zwrotna – poczucie, że po złożeniu wniosku badacz nie zostaje sam w próżni. Sens tego przedsięwzięcia widoczny jest szczególnie w chwilach, gdy ujawnia się realna zmiana postawy. Moment, w którym młody naukowiec, początkowo niepewny swojego pomysłu, po cyklu warsztatów i rozmowach z mentorem, zaczyna z pasją opowiadać o swoich wynikach podczas Science Clubu. Największy sens czuję jednak wtedy, gdy otrzymujemy wiadomości o sukcesach – publikacjach czy wygranych grantach – które zaczęły się od tego jednego, małego nanograntu w naszym programie.
***
Ten cykl publikacji nie jest opowieścią o programie jako strukturze instytucjonalnej. To próba wejścia w doświadczenie młodych badaczy – do laboratoriów, sal seminaryjnych i rozmów, które toczą się poza oficjalnym obiegiem prezentacji, raportów i regulaminów. To tam zapadają decyzje, które rzadko są spektakularne, ale często decydujące: czy rozwijać dany temat, czy zmienić metodę, czy poszukać mentora, czy odważyć się na pierwszy wniosek grantowy.
W kolejnych odsłonach będziemy przedstawiać konkretne pary mentor–młody naukowiec, przyglądać się projektom realizowanym dzięki nanograntom i pytać, co to wsparcie rzeczywiście zmieniło – w badaniach, w myśleniu o nauce i w planach na przyszłość. Bo młoda nauka nie zaczyna się od publikacji. Zaczyna się od relacji, decyzji i gotowości, by wejść na drogę, której dalszy bieg dopiero się kształtuje.