Samotność to nie słabość
Można mieć rodzinę, pracować w dużym zespole i utrzymywać setki kontaktów w mediach społecznościowych, a mimo to nie czuć się przez nikogo naprawdę rozumianym. Można też spędzać wiele czasu w pojedynkę i nie cierpieć z tego powodu. Samotność nie zależy bowiem wyłącznie od liczby osób w otoczeniu. Kluczowe są jakość relacji i to, czy odpowiadają one indywidualnym potrzebom.
O psychiatrycznym, poznawczym i biologicznym wymiarze samotności podczas kongresu Re_Mind mówił prof. Błażej Misiak, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW). Badania prowadzone przez jego zespół pokazują, że przewlekłe poczucie odłączenia może wpływać na emocje, sposób interpretowania zachowań innych ludzi, decyzje społeczne, a także funkcjonowanie całego organizmu.
Nie każdy, kto jest sam, jest samotny
Samotność i izolacja społeczna nie są pojęciami zamiennymi. Izolacja opisuje obiektywną sytuację: niewielką liczbę kontaktów, rzadkie spotkania lub ograniczony dostęp do wsparcia. Samotność jest natomiast subiektywnym doświadczeniem, które pojawia się, gdy relacje nie zaspokajają potrzeby bliskości, zaufania lub przynależności.
– Samotność jest subiektywnie odczuwaną rozbieżnością między relacjami, których człowiek potrzebuje, a tymi, które rzeczywiście ma. Z perspektywy klinicznej oznacza to, że nie możemy oceniać jej wyłącznie na podstawie liczby kontaktów. Osoba otoczona ludźmi może czuć się głęboko samotna, a ktoś żyjący w odosobnieniu może być z takiego sposobu funkcjonowania zadowolony – wyjaśnia prof. Misiak.
Znaczenie tego rozróżnienia potwierdzają badania populacyjne. W analizie przeprowadzonej w Korei Południowej samotność była silniej związana z występowaniem depresji i zaburzeń lękowych niż sama izolacja społeczna. Najsilniejsze zależności obserwowano u osób, które jednocześnie czuły się samotne i miały ograniczoną sieć kontaktów. Wyniki wskazują na współwystępowanie tych problemów, nie dowodzą jednak, że jedno zjawisko bezpośrednio wywołuje drugie.
Samotność i objawy psychiczne: zależność w obu kierunkach
Jednym z kierunków badań zespołu prof. Błażeja Misiaka jest obserwowanie, jak codzienne sytuacje społeczne wpływają na stan psychiczny. Za pomocą smartfonów uczestnicy wielokrotnie w ciągu dnia odpowiadali na pytania o to, z kim aktualnie przebywają, jakie emocje odczuwają oraz czy czują się samotni, wykluczeni lub zagrożeni. Ta metoda pozwala śledzić zmiany zachodzące w naturalnym środowisku, niemal w chwili ich występowania. Zamiast pytać po kilku tygodniach, jak ktoś zazwyczaj się czuje, badacze otrzymują serię krótkich „migawek” z codziennego życia.
– Nasze wyniki wskazują, że dla zdrowia psychicznego większe znaczenie niż samo fizyczne przebywanie w pojedynkę może mieć sposób przeżywania tej sytuacji. Gdy towarzyszą jej poczucie wykluczenia, lęk i negatywne emocje, wzrasta podatność na interpretowanie otoczenia jako nieprzyjaznego lub zagrażającego – mówi prof. Misiak.
Badania zespołu UMW pokazują, że zależność może działać w obu kierunkach. Samotność sprzyja nasileniu trudnych emocji, a objawy psychiczne mogą utrudniać kontakt z innymi i pogłębiać poczucie odłączenia.
Błędne koło podejrzliwości i wycofania
Przewlekła samotność wpływa nie tylko na nastrój, lecz także na sposób przetwarzania informacji społecznych. Osoba doświadczająca odłączenia może stać się bardziej wyczulona na możliwość odrzucenia, krytyki lub wrogich intencji. Neutralne zachowania innych ludzi mogą być wówczas odbierane jako chłodne lub zagrażające, co sprzyja unikaniu sytuacji społecznych i ograniczaniu kontaktów.
– W przewlekłej samotności może powstać mechanizm samowzmacniający. Oczekiwanie odrzucenia zwiększa czujność na potencjalne zagrożenie, a podejrzliwość sprzyja wycofaniu. Im mniej kontaktów podejmuje człowiek, tym mniej ma okazji, by przekonać się, że jego obawy nie zawsze znajdują potwierdzenie w rzeczywistości – tłumaczy ekspert.
Badania prof. Błażeja Misiaka wskazują, że pomostem między samotnością a doświadczeniami podobnymi do psychotycznych może być nasilone przewidywanie zagrożenia. Dlatego prosta rada, aby osoba samotna „częściej wychodziła do ludzi”, może okazać się niewystarczająca. Przeszkodą nie zawsze jest brak okazji do spotkań. Niekiedy są nią utrwalone obawy, brak poczucia bezpieczeństwa i przekonanie, że kontakt zakończy się odrzuceniem.
Problem, do którego trudno się przyznać
Samotność wciąż jest doświadczeniem stygmatyzowanym. Przyznanie się do niej bywa odbierane jako ujawnienie, że nie ma się przyjaciół, nie potrafi się budować więzi albo jest się mniej wartościowym społecznie. Dlatego bezpośrednie pytanie: „Czy czujesz się samotny?” nie zawsze pozwala wiarygodnie ocenić skalę problemu. W badaniach wykorzystuje się również narzędzia pośrednie, które dotyczą braku bliskiej osoby, niedostatecznego poczucia przynależności, braku towarzystwa lub kogoś, komu można zaufać.
– Człowiek może opisywać brak bliskości, wsparcia i poczucia przynależności, a jednocześnie nie być gotowy nazwać tego doświadczenia samotnością. Dlatego ocena nie powinna ograniczać się do jednego pytania. Trzeba rozmawiać zarówno o liczbie kontaktów, jak i o ich jakości, dostępności wsparcia oraz o tym, czy relacje odpowiadają rzeczywistym potrzebom danej osoby – podkreśla prof. Misiak.
Samotność przejściowa i przewlekła
Poczucie osamotnienia może pojawić się po przeprowadzce, zmianie pracy, rozstaniu lub śmierci bliskiej osoby. Choć bywa wtedy bardzo dotkliwe, często słabnie wraz z adaptacją do nowej sytuacji i odbudowywaniem więzi.
– W praktyce klinicznej ważne jest rozróżnienie między przejściową reakcją na zmianę życiową a stanem, który utrwala się i zaczyna wpływać na sposób funkcjonowania. W przewlekłej samotności mogą nasilać się unikanie kontaktu, oczekiwanie odrzucenia, obniżona pewność siebie oraz trudność w czerpaniu satysfakcji z relacji – mówi ekspert.
Samotność może mieć wymiar społeczny albo emocjonalny. Pierwszy wiąże się z brakiem szerszej sieci kontaktów i poczucia przynależności do grupy. Drugi oznacza brak bliskiej relacji, która daje bezpieczeństwo, zaufanie i możliwość dzielenia się osobistymi doświadczeniami.
– Zwiększenie liczby kontaktów nie zawsze zmniejsza samotność emocjonalną. Człowiek może uczestniczyć w wielu aktywnościach, a jednocześnie nie mieć nikogo, komu ufa i z kim może otwarcie rozmawiać o swoich trudnościach. Dlatego przed wyborem formy pomocy trzeba określić, jakiego rodzaju więzi rzeczywiście brakuje – zaznacza prof. Misiak.
Kiedy kontakt przestaje być nagrodą
Z perspektywy ewolucyjnej krótkotrwała samotność pełni funkcję adaptacyjną. Podobnie jak głód motywuje do poszukiwania pożywienia, dyskomfort związany z samotnością powinien skłaniać do odbudowywania więzi. Przy przewlekłej samotności pojawia się jednak paradoks: człowiek coraz rzadziej podejmuje działania, które mogłyby prowadzić do kontaktu. Zespół prof. Misiaka badał ten mechanizm, przedstawiając uczestnikom różne scenariusze społeczne. Sytuacje różniły się poziomem wysiłku, możliwą przyjemnością i obecnością potencjalnego zagrożenia. Wyniki wskazują, że wraz z nasileniem samotności spada gotowość do wejścia w interakcję, nawet jeśli kontakt może być bezpieczny i satysfakcjonujący.
– U osób bardziej samotnych możliwość przyjemnej rozmowy słabiej wpływa na decyzję o podjęciu kontaktu. Różnice między sytuacjami korzystnymi i niekorzystnymi stają się mniej wyraźne, jakby społeczna wartość nagrody ulegała spłaszczeniu. Może to utrudniać ocenę, kiedy warto podjąć ryzyko i zaangażować się w relację – wyjaśnia prof. Misiak.
Nie oznacza to braku potrzeby bliskości. Problem może dotyczyć sposobu przewidywania skutków kontaktu, trudności w ocenie bezpieczeństwa sytuacji oraz osłabionej zdolności dostrzegania potencjalnych korzyści ze spotkania.
Cyfrowa ulga nie zawsze prowadzi do bliskości
Internet może pomagać w podtrzymywaniu relacji, znajdowaniu osób o podobnych doświadczeniach i uzyskiwaniu wsparcia. Problem pojawia się, gdy aktywność cyfrowa staje się podstawowym sposobem radzenia sobie z samotnością i stopniowo zastępuje kontakt poza ekranem.
Samotność może współwystępować z problematycznym korzystaniem z mediów społecznościowych, gier, zakupów internetowych czy hazardu online. Aktywności te przynoszą szybką ulgę, odwracają uwagę i dają chwilowe poczucie uczestnictwa, ale nie zawsze zaspokajają potrzebę wzajemności, zaufania i emocjonalnej bliskości.
– Zależność między samotnością a problematycznym korzystaniem z internetu może działać w obu kierunkach. Poczucie odłączenia sprzyja poszukiwaniu szybkiej regulacji emocji w świecie cyfrowym, a nadmierna aktywność online może ograniczać czas i gotowość potrzebne do budowania relacji bezpośrednich. Ważny jest więc nie tylko czas spędzany w sieci, ale przede wszystkim funkcja, jaką pełni dane zachowanie – wskazuje ekspert.
Samotność dotyczy także ciała
Przewlekła samotność może oddziaływać na organizm podobnie jak długotrwały stres. Wiąże się między innymi z zaburzeniami snu, nasileniem procesów zapalnych oraz zwiększonym ryzykiem niekorzystnych zachowań zdrowotnych. Osoby doświadczające samotności częściej prowadzą siedzący tryb życia, palą, sięgają po substancje psychoaktywne lub mają mniej korzystne nawyki żywieniowe. Zachowania te mogą przynosić krótkotrwałą ulgę, a jednocześnie pogarszać stan zdrowia i dodatkowo ograniczać możliwość uczestniczenia w relacjach.
– Biologicznych skutków samotności nie można sprowadzić do jednego mechanizmu. Reakcja stresowa, procesy zapalne i działanie układu odpornościowego łączą się z codziennymi zachowaniami, jakością snu i aktywnością fizyczną. Powstaje układ wzajemnych zależności: samotność wpływa na zdrowie, a pogarszający się stan zdrowia może utrudniać podtrzymywanie kontaktów – mówi prof. Misiak.
Badania wskazują na związki samotności z depresją, lękiem, myślami samobójczymi, chorobami somatycznymi i przedwczesną śmiercią. Nie oznacza to jednak, że każda przejściowa samotność prowadzi do choroby. Znaczenie mają czas jej trwania, nasilenie, współwystępujące trudności oraz możliwość uzyskania wsparcia.
Pomoc powinna odpowiadać potrzebom
Interwencje psychologiczne mogą skutecznie zmniejszać samotność. Ich forma powinna jednak odpowiadać przyczynom i charakterowi trudności danej osoby. Innej pomocy potrzebuje osoba faktycznie pozbawiona kontaktów, a innej ktoś, kto ma wokół siebie ludzi, ale postrzega relacje jako niedostępne, niebezpieczne lub niesatysfakcjonujące.
– Jeżeli głównym problemem jest obiektywna izolacja, potrzebne może być odbudowanie sieci wsparcia i usunięcie praktycznych barier utrudniających kontakt. Jeżeli człowiek ma relacje, ale oczekuje odrzucenia i unika bliskości, większe znaczenie będzie miała praca nad przekonaniami, lękiem i sposobem interpretowania zachowań innych osób. Rozpoznanie samotności powinno być więc początkiem poszukiwania jej mechanizmu, a nie końcem diagnozy – podkreśla ekspert.
Terapia poznawczo-behawioralna pomaga rozpoznawać automatyczne interpretacje i sprawdzać, czy przewidywane odrzucenie znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Trening umiejętności społecznych może wspierać osoby mające trudności z inicjowaniem i podtrzymywaniem relacji. Z kolei działania grupowe i środowiskowe są szczególnie ważne tam, gdzie rzeczywiście brakuje okazji do kontaktu.
– Samotność nie jest cechą charakteru ani dowodem społecznej niekompetencji. Jest sygnałem, że ważna potrzeba relacyjna pozostaje niezaspokojona. W przewlekłej postaci wymaga uwagi, ale jest doświadczeniem, na które można skutecznie oddziaływać. Pierwszym krokiem jest możliwość nazwania problemu bez obawy przed oceną – podsumowuje prof. Błażej Misiak.
Fot. Tomasz Walów