Serce w centrum
SERCE W CENTRUM
Monika Maziak
Dane Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają wątpliwości – to choroby układu krążenia najczęściej zabijają Polaków. Nowotwory zajmują kolejną pozycję. Dlaczego to raka boimy się najbardziej? O budowaniu świadomości w zakresie niewydolności serca i miejscu, w którym znajduje się polska kardiologia, rozmawialiśmy z prof. Piotrem Ponikowskim – prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i kierownikiem Katedry Chorób Serca naszej uczelni.
Polacy boją się raka i choroby Alzheimera, a tymczasem najczęściej umierają na serce. Dlaczego nie dostrzegamy zagrożenia?
Gdyby zapytała pani przypadkowych przechodniów na dowolnej ulicy, czym jest niewydolność serca, gwarantuję, że większość nie potrafiłaby wskazać żadnych objawów. A jest to, co chciałbym wyraźnie podkreślić, jedna z najpoważniejszych epidemii XXI wieku. Niestety zawiedliśmy jako środowisko w informowaniu o tym społeczeństwa. Funkcjonuje w powszechnej świadomości groźba zawału; ludzie wiedzą, że jest groźny. Tyle tylko że ta świadomość niewiele zmienia – nie tylko u tych, którzy znajdują się w potencjalnej grupie ryzyka, ale nawet u tych, których uratujemy; używając górnolotnego sformułowania – nawet u tych, co otarli się o śmierć. Wielu z nich nie zmienia nawyków, pozostają otyli, nie rozstają się z papierosami, a aktywność fizyczną traktują jako zło konieczne. Świadomość dotycząca chorób nowotworowych była budowana latami. Liczne akcje informacyjne czy profilaktyczne uświadomiły Polakom zagrożenie. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne jako cel postawiło sobie w tej kadencji nadrobienie tych zaległości w zakresie świadomości zagrożenia chorobami serca, a przede wszystkim niewydolnością serca. Planujemy szeroko zakrojoną kampanię informacyjną. Ludzie muszą wiedzieć, jak wielu z nas umiera na serce. Muszą też znać sposoby, by tego zagrożenia uniknąć. Paradoksalnie bowiem przyczynił się do tego postęp w zakresie kardiologii serca – żyjemy dłużej, potrafimy uratować ludzi ze świeżym zawałem serca, co dramatycznie zwiększa liczbę pacjentów dotkniętych niewydolnością serca. Od najmłodszych lat powinniśmy więc wpajać Polakom, co muszą robić, by nie zachorować.
Wydaje się, że lekarzy mamy do tego przygotowanych doskonale, skoro w raporcie „Euro Health Consumer Index” oceniającym jakość opieki zdrowotnej w poszczególnych krajach, jedynym jasnym światełkiem dotyczącym Polski jest kardiologia. W ogólnej ocenie zajmujemy pozycję blisko końca listy. Dlaczego akurat kardiologia się wyróżnia?
Polscy kardiolodzy znani są z rzetelnej edukacji, świetnego przygotowania zawodowego i wysokiej etyki pracy. Polacy są ciekawi i przez to szukamy innowacyjnych rozwiązań w obszarze biotechnologii i medycyny. Wymaga to codziennej pracy, zaangażowanej działalności naukowej. Uczestniczymy w międzynarodowych programach i konsorcjach badawczych. Mam poczucie, że sami sobie co chwilę podnosimy poprzeczkę. Myślę, że teraz – w związku z planami nowego rządu, który w centrum problematyki zdrowotnej postawił kardiologię i onkologię – nasza pozycja jeszcze się poprawi.
Polskie Towarzystwo Kardiologicznie planuje aktywnie włączyć się w rządowe plany?
Zaraz na początku mojej kadencji przedstawiliśmy premier Beacie Szydło Narodowy Program Zdrowego Serca. Spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. Kiedy premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w swoim exposé tworzenie polskich centrów doskonałości, odebraliśmy to niezwykle pozytywnie. Musimy sobie powiedzieć otwarcie, że Polska, jak i żaden inny kraj, nie może pozwolić sobie na to, by wszyscy zajmowali się wszystkim. Potrzebujemy wyspecjalizowanych ośrodków, bo tylko w takich można rzetelnie sprawdzić najnowsze technologie.
Pytanie, czy nas na tę doskonałość stać?
Kwestia finansowania jest oczywiście kluczowa. Wierzymy, że za deklaracjami pójdą także finanse. Resztę, jako środowisko, jesteśmy w stanie zagwarantować: mamy doskonale przygotowanych lekarzy i potencjał naukowy, który jest moim zdaniem niezbędny. Prowadzimy interdyscyplinarne projekty, rozwijamy medycynę translacyjną i idee biobankowania. Musimy to robić, bo jest to kierunek, w którym zmierza dziś świat. Nie chciałbym, żebyśmy Europę doganiali, ale byli w gronie tych wyznaczających trendy – a przy dobrze zaprojektowanych centrach doskonałości mamy na to realne szanse. PTK zaproponowało kilka lokalizacji, w których mogłyby takie ośrodki powstać.
Był wśród nich Wrocław?
Oczywiście! Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wrocławska kardiologia zasługuje na taką inwestycję. Jesteśmy na nią przygotowani.
Rozmowę z prof. Piotrem Ponikowskim przeczytać można w najnowszym, lutowym wydaniu Gazety Uczelnianej.