Sprzęt do polowania na wampiry posłuży nauce
Kołki do przebijania serca, gwoździe, akcesoria do egzorcyzmów i wiele innych przedmiotów do walki z mocami ciemności – to wszystko zawiera nowy nabytek Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW). Pochodzący z I połowy XX wieku zestaw do unieszkodliwiania wampirów od stycznia jest eksponowany w Muzeum Medycyny Sądowej UMW.
Akcesoria związane z wampiryzmem były popularne w Europie zwłaszcza po publikacji powieści "Drakula" Brama Stokera (1897 r.), ale spotykano je także wcześniej. Druga fala popularności przypada na lata 50 XX w. i związana jest m.in. z rozwojem sztuki filmowej – z tego okresu pochodzi zdecydowana większość tzw. oryginalnych zestawów antywampirycznych, wykonywanych z przedwojennych artefaktów. Współcześnie produkowane są różnego rodzaju "podróbki" robione na wzór dawnych zestawów.
– Szczyt zainteresowania tematyką wampiryczną przypada na lata 1900-1920 oraz lata 50 XX wieku, choć obecnie również motyw wampira przeżywa renesans w sztuce filmowej – tłumaczy dr Jędrzej Siuta z Zakładu Medycyny Sądowej UMW, opiekun Muzeum Medycyny Sądowej. – Bardzo popularne były wówczas podręczne zestawy służące do zwalczania wampirów, sprzedawane w walizach, skrzynkach albo – jak nasz – futerałach na skrzypce. Chodziło o to, by można było łatwo się z nimi przemieszczać i działać w razie potrzeby w miejscu, gdzie znajdują się zwłoki. Najwięcej tego typu "sprzętu" produkowano w Niemczech. Kupiony na potrzeby naszego Muzeum Medycyny Sądowej komplet, jako produkt polski, jest unikatowy. Choć zdecydowana większość tego typu zestawów nigdy nie była używana w praktyce, to najważniejszy dla nas jest fakt, że zawartość futerału odzwierciedla ducha tamtych czasów i w pigułce pokazuje najbardziej popularne ludowe wierzenia dotyczące istot rzekomo żywiących się po śmierci ludzką krwią.
W pakiecie antywampirycznym znajdują się m.in.: komplet krzyży, modlitewnik, świecznik, posrebrzane noże, lusterko, drewniane kołki z metalowymi końcówkami, którymi przebijano serce lub czaszkę oraz gwoździe służące prawdopodobnie do dodatkowego zabicia wieka trumny. Są też buteleczki – jedna na wodę święconą, druga z pozostałością nieokreślonej cieczy, którą naukowcy z Zakładu Medycyny Sądowej UMW mają zamiar zbadać. Naukowej analizy wymaga także medalion, który znalazł się w futerale. Zestaw zawiera także poroże jelenia, niegdyś uważanego za szlachetne zwierzę, stojące po dobrej stronie mocy.
– Do walki z wampirami często stosowano srebro, którego według wierzeń miały się bać siły nieczyste – mówi dr Jędrzej Siuta. – Ma to poniekąd medyczne uzasadnienie, ze względu na jego właściwości antybakteryjne. Wampiry były obwiniane o roznoszenie zarazy, a kiedy podczas epidemii choroba ominęła jakiś dom, szukano tego przyczyn. Prawdopodobnie "odkryto", że przed złymi mocami chronią srebrne przedmioty oraz czosnek, który działa jak antybiotyk.
Serca rzekomych wampirów były przebijane kołkami (osinowymi lub z innego, bardziej twardego drzewa) lub żelaznymi prętami, czasami dziurawiono także czaszki (między oczami), a do ust wkładano kamienie lub cegłę. Niekiedy odcinano głowę, którą następnie umieszczano między nogami. Istniała cała gama takich rytuałów. Czynności, wykonywane z ciałami zmarłych podejrzanych o wampiryzm, dziś medyk sądowy nazwałby bezczeszczeniem zwłok.
Według ludowych wierzeń, zebranych i wykorzystanych później w popkulturze, wampir to "żywe zwłoki", które trzeba było pozbawić mocy. Niektórych podejrzewano o wampiryzm jeszcze za życia. Dotyczyło to szczególnie osób chorych, z widocznymi deformacjami ciała, chorobowym światłowstrętem czy różnym zabarwieniem źrenic. Jednak i w takich sytuacjach do neutralizowania złych mocy przystępowano dopiero po śmierci. Dowodem na wampiryzm zmarłego mogły być też wszelkie nadzwyczajne zdarzenia, do których dochodziło wkrótce po zgonie: wybuch epidemii, pomór bydła, itp. Otwierano wówczas grób i do pracy przystępował profesjonalista.
– Zdarzało się, że po otwarciu grobu zyskiwano dodatkowy, "niezbity" dowód na wampiryzm zmarłego: brak rozkładu – opowiada dr Jędrzej Siuta. – Jest to możliwe w określonych warunkach, zupełnie niezwiązanych z działaniem nadprzyrodzonych mocy. Wszystkie mają naukowe wytłumaczenie.
Najbardziej znana jest mumifikacja – ciało ulega naturalnemu wysuszeniu, co zatrzymuje działanie bakterii odpowiedzialnych za rozkład. Najczęściej zachodzi w środowisku suchym i dobrze wentylowanym, gdzie woda z tkanek szybko odparowuje. Kształt ciała może pozostać zachowany przez wiele lat, a nawet wieków. Kolejnym procesem jest przemiana torfowa (nazywana też bagienną), do której dochodzi w bagnach torfowych. Skład chemiczny torfu hamuje aktywność mikroorganizmów, przez co ciało ulega zakonserwowaniu, a nie typowemu rozkładowi. Skóra i włosy zostają zachowane, podczas gdy kości ulegają rozmiękczeniu. Przeobrażenie tłuszczowo-woskowe zwłok to z kolei proces polegający na przekształcaniu tłuszczów w tkankach w woskowato-mydlaną substancję zwana tłuszczowoskiem. Mogą do tego doprowadzić wilgotne i beztlenowe warunki. Powstała warstwa działa jak naturalna konserwacja, spowalniając dalszy rozkład i zachowując kształt tkanek. Wśród eksponatów Muzeum Medycyny Sądowej UMW znajdują się przykłady wszystkich tych przemian.
– Nie będziemy polować na wampiry – zapewnia dr Jędrzej Siuta. – Nasz zestaw, który wzbogacił zbiory muzeum Medycyny Sądowej UMW, posłuży jako punkt wyjścia do opowieści o dawnych wierzeniach ludowych, pochówkach wampirycznych, ale także innych zagadnień, związanych z medycyną sądową. Będzie także obiektem badań naukowych, ponieważ kryje w sobie niejedną tajemnicę.
Fot. Tomasz Modrzejewski