Komentarze eksperckie

Jako lekarz, ale też jako naukowiec, nie mam wątpliwości – wiedza to dziś za mało. Kluczowe staje się to czy umiemy ją przekazać. Im trudniejszym, bardziej hermetyczny językiem będziemy mówić do swoich pacjentów, tym mniejszą mamy szansę, że to do nas zwrócą się po informację. Musimy to jako środowisko zrozumieć. Dlatego empatia stała się jedną ze strategicznych wartości Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – najlepszej polskiej uczelni medycznej w światowych rankingach.
Głęboko wierzę, że dobrym lekarzem może być tylko ktoś, kto jest dobrym człowiekiem. Takim, który potrafi widzieć i słyszeć nie tylko to, co pokazują badania i pacjent sam mówi, ale dostrzec też to, czego nie powiedział, choćby z powodu wstydu. Powinniśmy powstrzymać się od ocen, to pomoże nam zrozumieć z czego wynikają pewne decyzje. Rozumiejąc będziemy lepiej przeciwdziałać. Chęć zrozumienia stała za rozpoczęciem w Instytucie Chorób Serca, którym kieruję, badania dotyczącego odmowy zaszczepienia przez chorych z niewydolnością serca czy po zawale.
Wskazanie do szczepień jest bezdyskusyjne. Na przełomie 2024/2025 roku odmówiła połowa pacjentów z tej grupy, rok później na 174 zakwalifikowanych odmówiło 100. 18 z nie chciało nawet podać przyczyny swojej decyzji. Dezinformacja medyczna realnie zagraża życiu. A tym samym uderza w bezpieczeństwo państwa. Trzeba zacząć o tym mówić głośno i wyraźnie.

Dezinformacja jest dziś poważnym czynnikiem oddziałującym na niemal wszystkie obszary funkcjonowania społeczeństwa, państwa i gospodarki. Dotyczy to także aspektów wrogich działań prowadzonych poniżej progu wojny - m.in. tak zwanych działań kognitywnych.
Szczególnie groźna pozostaje dezinformacja w obszarze zdrowia, w tym dezinformacja medyczna. Stanowi ona poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, zwłaszcza gdy jest wzmacniana przez cyberataki, fałszywe strony internetowe oraz manipulację w mediach społecznościowych.
Nieprawdziwe informacje oddziałujące na społeczeństwo prowadzą do błędnych decyzji obywateli, wzrostu niepokoju społecznego, spadku zaufania do lekarzy i instytucji, a także wzrostu liczby zagrożeń epidemicznych.
Polska postawiła sobie ambitne cele dotyczące walki z dezinformacją na najbliższą dekadę. Uwzględniają one między innymi zmieniający się krajobraz cyberbezpieczeństwa krajowego i międzynarodowego, aktualne trendy i wyzwania w obszarze technologii oraz jej regulacji, a także specyfikę polskiego społeczeństwa i gospodarki.
Walka z dezinformacją w obszarze medycznym stanowi niezwykle istotny element budowania odporności społecznej na zakłócenia procesów poznawczych i decyzyjnych Polaków.

Wyniki naszego raportu są jednoznaczne: dezinformacja medyczna w Polsce to zjawisko o skali przemysłowej. Tysiące publikacji w mediach tradycyjnych, setki tysięcy wpisów w mediach społecznościowych - te liczby pokazują, że nie mówimy o marginalnym problemie kilku internetowych „uzdrowicieli". Mówimy o systemowym zagrożeniu dla zdrowia publicznego.
Dane, które zebraliśmy i przeanalizowaliśmy w Mediaboard, są niepokojące z kilku powodów. Po pierwsze, dominujące narracje — ruchy antyszczepionkowe, pseudonaukowe teorie żywieniowe, teorie środowiskowe — nie są przypadkowe ani chaotyczne. Mają rozpoznawalnych autorów, stałe kanały dystrybucji i sprawdzone mechanizmy perswazji. Ich autorzy doskonale wiedzą, jak budować emocjonalne przekazy, które angażują odbiorców znacznie silniej niż rzetelna informacja medyczna. Po drugie, sztuczna inteligencja wchodzi do tej przestrzeni jako nowe narzędzie — zarówno po stronie tych, którzy dezinformację produkują, jak i tych, którzy próbują ją wykrywać i zwalczać.
Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się połączyć nasze kompetencje w zakresie monitoringu i analizy mediów z wiedzą naukową i kliniczną Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wierzymy, że skuteczna odpowiedź na dezinformację medyczną wymaga dziś ścisłej współpracy między środowiskiem medioznawczym a środowiskiem medycznym. Samo liczenie publikacji nie wystarczy — potrzebujemy wspólnego, systematycznego śledzenia, jak konkretne fałszywe narracje przekładają się na decyzje zdrowotne Polaków: na odsetek nieszczepionych dzieci, na opóźnienia w diagnostyce onkologicznej, na rezygnację z terapii na rzecz pseudo leczenia. Raport, który dziś publikujemy, traktujemy jako punkt wyjścia, niejako podsumowanie. Naszym celem jest budowanie stałego, opartego na danych systemu wczesnego ostrzegania przed nowymi falami dezinformacji medycznej — zanim trafi ona do gabinetów lekarskich w postaci pytań i postaw pacjentów, którzy uwierzyli w coś, co nauka dawno odrzuciła.
Apelujemy do mediów, instytucji zdrowia publicznego i decydentów: dane są dostępne, narzędzia istnieją, partnerstwa są możliwe. Brakuje przede wszystkim konsekwentnego działania. Mamy nadzieję, że ta współpraca stanie się modelem, który inni będą chcieli powtórzyć.

Raport medialny „Dezinformacja medyczna" (1.01.2024 - 14.05.2026) jest fragmentem obrazu przestrzeni medialnej aktualnych czasów. Powiększenie obszaru medialnego o internet, a w nim platformy społecznościowe, spowodowało, że dotychczasowi użytkownicy sieci otrzymali możliwość wejścia w rolę nadawców przekazów. Do tego treści zamieszczane lub udostępniane przez takich nadawców, najczęściej niebędących profesjonalistami w danym temacie, w znacznej mierze obarczone są ryzykiem dezinformacji. Raport medialny pokazuje skalę problemu i – co może dziwić – trwałość, a nawet wzrost, treści o charakterze dezinformującym (np. wzmocnione narracje antyszczepionkowe). Raport w niezwykle wyraźny sposób pokazuje także rolę tak zwanych liderów opinii (w raporcie określani są jako „alternatywne autorytety"), którzy mimo że nie są nadawcami medialnymi, potrafią niestety skutecznie dystrybuować swoje treści. I wreszcie, raport pokazuje, że dezinformacja medyczna wywołuje polaryzację wokół tematów istotnych medycznie, co potrafi wpływać na obniżanie zaufania w ogóle do kwestii ochrony zdrowia. Jeśli szukać pozytywów w tym obrazie przestrzeni medialnej to z pewnością należy zwrócić uwagę na znaczne zainteresowanie tematem dezinformacji medycznej.

Raport pokazuje, że dezinformacja medyczna uderza w samo serce profilaktyki. W sieci coraz częściej o zdrowiu decydują algorytmy, boty i fałszywe autorytety, a nie wiedza medyczna. Dlatego w Ministerstwie Zdrowia pracujemy nad stworzeniem jednego, wiarygodnego miejsca, w którym każdy będzie mógł sprawdzić informacje o zdrowiu, profilaktyce, badaniach i szczepieniach. Edukacja zdrowotna musi być dostępna zanim pacjent trafi na manipulację. Niedawno przyjęta przez Sejm RP ustawa określana jako Lex Szarlatan jest jednym z narzędzi walki z pseudomedycyną, fałszywymi terapiami i wykorzystywaniem lęku pacjentów.

W świetle wyników raportu należy jeszcze wyraźniej podkreślić konieczność edukowania kadr medycznych (zarówno już pracujących jak i przyszłych, czyli obecnych studentów uczelni medycznych) w obszarze nie tylko samej dezinformacji ale w szerszym zakresie.
Współcześnie wszyscy pracownicy systemu ochrony zdrowia muszą (przynajmniej na podstawowym poziomie) orientować się we wszystkim co dotyczy procesu cyfryzacji w medycynie, z uwzględnieniem nowoczesnych technologii oraz sztucznej inteligencji i jej zastosowań wśród profesjonalistów oraz pacjentów.
Medycy nie muszą umieć programować, ale muszą znać mechanizmy, zasady działania, a co za tym idzie: możliwości i ograniczenia. To pozwoli zapobiegać uleganiu dezinformacji. To pozwoli też ograniczyć bezwiedne przyczynianie się do popularyzacji fałszywych treści (co można robić zupełnie nie intencjonalnie, sięgając po rozwiązania których się nie rozumie).
Niestety, takich treści brakuje w aktualnych standardach kształcenia, które determinują programy nauczania. Dotyczy to praktycznie każdej dyscypliny w obrębie nauk medycznych i nauk o zdrowiu.
Trzeba to zmienić jak najszybciej, ponieważ tego rodzaju wiedza nie może pozostać w sferze zajęć dodatkowych, szkoleń dla fascynatów czy modnego hobby.

Coraz wyraźniej widać wyłanianie się influencerów dezinformacji zdrowotnej. Budują oni swoje zasięgi nie tyle na otwartych teoriach spiskowych, ile na eksploatowaniu tematów medycznych trudnych do samodzielnej weryfikacji przez odbiorców. Wykorzystują asymetrię wiedzy między ekspertem a odbiorcą, budują autorytet poprzez język pseudonauki, odwołania do „ukrytej wiedzy” oraz podważanie zaufania do lekarzy i instytucji. Jako, że zdrowie jest obszarem silnie związanym z lękiem, nadzieją i poczuciem bezpieczeństwa, dlatego staje się wyjątkowo atrakcyjnym narzędziem do generowania uwagi i zaangażowania. W efekcie emocje związane z chorobą, troską o dzieci czy niepewnością diagnostyczną przekształcają w zasięgi, które potem sprawnie monetyzują, zaczynając od sprzedaży suplementów, kursów i usług po po prostu zarabianie na reklamach. I nie widać by platformy im ten zarobek na lęku w skoordynowany sposób ograniczały.

Teorie spiskowe odpowiadają na uniwersalne potrzeby psychologiczne. Wydają się tłumaczyć świat, dają poczucie sprawstwa i walki o wspólne dobro. W rzeczywistości pogłębiają problemy społeczne. Obrazują to medyczne teorie spiskowe. Sytuacje niepewności – bezsprzecznie częste w ostatnich czasach – sprzyjają poleganiu na poznawczych automatyzmach, upraszczających świat i wskazujących przekonujące wyjaśnienia złożonych problemów. Jak pokazuje niniejszy raport, efekt ten mogą wzmacniać media społecznościowe, wspierające rozprzestrzenianie się komunikatów nacechowanych emocjonalnie. Łatwo w nich o złudzenie ekspertyzy, zwłaszcza gdy wpisuje się w spiskowe narracje zgodne z oczekiwaniami odbiorców.

Dezinformacja medyczna to szczególnie ważny temat. Istnieją przecież formy dezinformacji o, bądźmy szczerzy, umiarkowanej szkodliwości: jaki jest tak naprawdę koszt przekonania, że rząd USA dysponuje technologią UFO?
Świat medycyny to jednak świat decyzji realnie wpływających na zdrowie i życie. Dałoby się pewnie przeliczyć koszt jednego bzdurnego filmu lub wpisu na spadek jakości, a może nawet długości życia.
W niniejszym raporcie uderzyła mnie zwłaszcza trwałość pewnych tematów: wiele z nich, jak te nieszczęsne ruchy antyszczepionkowe, pamiętają jeszcze XVIII wiek... Myślę jednak, że nie powinno nas to zdemotywować, lecz zagrzać do boju – to nie jest „tajemniczy przeciwnik”, lecz znane, dobrze opisane zagrożenie!

Raport pokazuje skalę zjawiska, którego na pewno nie da się zatrzymać jednym działaniem. Ponad 32 tysiące publikacji w mediach i 347 tysięcy wpisów w social mediach oznacza, że dezinformacja medyczna stała się częścią codziennego krwioobiegu informacyjnego. Dlatego kampania „Zdrowiej wiedzieć”, którą prowadzi Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, jest dla działaniem rozpisanym raczej na lata niż na jednorazowe akcje. Na szali bowiem mamy pracę na rzecz bezpieczeństwa zdrowotnego. Oznacza to szybką reakcję na fałszywe narracje, wzmacnianie głosu uniwersyteckich ekspertek i ekspertów oraz zrozumiałą komunikację. Współcześnie bowiem odpowiedzialność uczelni medycznej nie kończy się na kształceniu i badaniach. Obejmuje ona jeszcze jeden ważny aspekt, czyli ochronę zaufania do wiedzy.

Żyjemy w czasie szybkiego spadku zaufania do autorytetów i autorytetek. Pokazuje to choćby „2026 Edelman Trust Barometer Special Report: Trust and Health”. Dezinformacja medyczna rośnie tam, gdzie pojawia się lęk i brak merytorycznej wiedzy. Powstające Centrum Odkryć Medycznych jest odpowiedzią Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu na ten problem. Chcemy, aby COM stało się szczepionką na dezinformację.
Będzie nowoczesnym, futurystycznym miejscem, w którym odkrycia z przeszłości, współczesna medycyna i technologie przyszłości połączą się w jedną opowieść o wpływie nauki na życie ludzi. Rolą Centrum będzie wzmacnianie odporności na manipulację, zanim fałszywe treści przełożą się na decyzje dotyczące zdrowia.
Dziś potrzebujemy prostego języka w nauce i uważności na potrzeby i doświadczenia pacjentek oraz pacjentów. Nauka połączona z zabawą i ciekawą formą prezentacji ma dużą siłę. Buduje ciekawość, sprawczość i zaufanie. A zaufanie do nauki jest dziś częścią bezpieczeństwa publicznego.

Dezinformacja medyczna przestała być zbiorem pojedynczych fake newsów. Dziś tworzy cały ekosystem narracji. Łączy ruchy antyszczepionkowe, teorie “ukrytych prawd” oraz influencerów zdrowotnych bez kwalifikacji medycznych. Jej siłą nie są wyłącznie fałszywe informacje, ale umiejętność gry na naszych emocjach. Przekaz budowany jest na lęku o zdrowie własne i najbliższych, na narastającej nieufności wobec instytucji. Analizując ten raport, miałam wrażenie, że obserwujemy powstawanie alternatywnego systemu wiedzy o zdrowiu. Takiego, który dla wielu osób staje się bardziej przekonujący niż wiedza ekspertów.

Najbardziej niepokoi mnie ustalenie, że dezinformacja przeniosła się z teorii spiskowych do codziennych porad o stylu życia. Tak podana treść jest groźniejsza, bo wygląda na nieszkodliwą i trudniej ją obalić jednym faktem. Z perspektywy popularyzacji nauki widzę tu jedno zadanie. Nie wystarczy prostować. Trzeba być obecnym wcześniej, zanim ktoś inny zada pytanie. Zaufanie buduje się latami, regularną i zrozumiałą obecnością eksperta, a nie pojedynczym sprostowaniem po fakcie. Drugi sygnał to fałszywe autorytety i deepfake'i lekarzy. Odpowiedzią nie jest kolejny komunikat instytucji, lecz konkretny człowiek z twarzą i nazwiskiem, któremu odbiorca ufa. Naukowcy muszą wyjść z laboratoriów do mediów, bo milczenie ekspertów zawsze ktoś zagospodaruje.

Dezinformacja medyczna wyjątkowo skutecznie wykorzystuje mechanizmy psychologiczne. Najsilniej oddziałują treści odwołujące się do emocji: szczególnie lęku, niepewności czy poczucia zagrożenia. Analiza raportu pokazuje, że skala tego zjawiska jest ogromna, a jego obszary dotyczą tematów niezwykle osobistych: szczepień, zdrowia dzieci i młodzieży czy alternatywnych metod leczenia. To właśnie tam odbiorcy są najbardziej podatni na przekazy obiecujące bezpieczeństwo, prostotę i szybkie odpowiedzi.
Znaczenie ma również forma komunikacji. Dezinformacja często posługuje się prostym, przystępnym językiem, wzbogaconym elementami imitującymi profesjonalizm i autorytet. Jednocześnie oferuje łatwe rozwiązania np. „coś działa na wszystko”, „usuwa przyczynę”, „jest uniwersalne” lub gotowe decyzje, które zwalniają odbiorcę z konieczności samodzielnej analizy. Jest to zgodne z naturalnymi mechanizmami poznawczymi człowieka: weryfikowanie informacji wymaga czasu, energii i kompetencji, dlatego uproszczone przekazy bywają bardziej atrakcyjne niż złożone wyjaśnienia naukowe.
W tym kontekście szczególnie istotne staje się tworzenie przestrzeni, które pozwalają doświadczać nauki w sposób angażujący i zrozumiały. Taką rolę będzie pełnić powstające przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Centrum Odkryć Medycznych - miejsce oparte na założeniu, że wiedza naukowa może być jednocześnie rzetelna, atrakcyjna i dostępna. Celem inicjatywy jest budowanie zaufania do nauki oraz rozwijanie kompetencji pozwalających świadomie oceniać informacje zdrowotne. W tym sensie COM będzie szczepionką na dezinformację medyczną.

Walka z dezinformacją przypomina mi nieco dyrektywy odnośnie sortowania odpadów - obowiązki zamiast na producentów, przerzucane są na konsumentów. To odbiorca musi podjąć wysiłek weryfikowania, sprawdzania, potwierdzania informacji. W czasach infodemii staje się to coraz trudniejsze. Zwłaszcza, że po drugiej stronie mamy zorganizowaną grupę przestępczą - wytrenowaną, wyposażoną w zasoby i zasięgi, doskonale rozumiejącą zasady gry i najczęściej kierowaną żądzą zysku. Krzykliwe tytuły, budowanie poczucia zagrożenia, przedstawianie z pełnym przekonaniem, jasne, klarowne, jednoznacznie rozwiązujące problem tezy - to wszystko powinno zapalić nam czerwoną lampkę.
Nie wszystkie odkrycia "amerykańskich naukowców" będziemy sprawdzać i dogłębnie analizować. Zróbmy to w przypadku tych dotyczących zdrowia, tu konsekwencje będą najdotkliwsze. Komunikując pamiętajmy, że najgorszym wyborem zawsze będzie szyderstwo.
Dezinformacja bazuje na strachu o siebie, bliskich, często na poszukiwaniu nadziei, że można się czuć lepiej - zrozumienie tej motywacji pozwoli lepiej przygotować się na rozmowę z pacjentem, koleżanką, wujkiem, który uległ "magii prostych odpowiedzi". Nie oceniajmy, odsyłajmy do sprawdzonych źródeł.

Szczepienia przeciw HPV są jednymi z najlepiej przebadanych szczepień (Henschke et al., 2025), a mimo to stały się celem dezinformacji realnie zwiększającej liczbę nowotworów i zgonów. Przykłady ilustrujące to najlepiej pochodzą z Danii i Japonii, gdzie medialne kampanie oparte na fałszywych doniesieniach o NOP doprowadziły do gwałtownego spadku wyszczepialności - w Japonii z >70% do <1%, a w Danii o ponad 50%. Szacuje się, że konsekwencją będzie nawet 25 tys. dodatkowych zachorowań i ponad 5 tys. zgonów w Japonii oraz ok. 180 dodatkowych przypadków raka szyjki macicy i 45 zgonów w Danii (Simms et al., 2020)(Hansen et al., 2020). Podobny kryzys obserwowano w wielu krajach. We Wrocławiu, gdzie od 2010 r. realizowano program szczepień przeciw HPV, w 2015/2016 r. wyszczepialność spadła z >80% do ok. 60%. Dzięki celowanej edukacji, komunikacji opartej na naukach behawioralnych udało się częściowo odbudować zaufanie i powrócić do poziomu ok. 72% wyszczepialności (Ludwikowska et al., 2019). Wrocław dzięki wdrożeniu platformy Custom Med w programie „Wrocław się Szczepi” jest modelowym miastem wykorzystującym nowoczesne technologie i nauki behawioralne w przeciwdziałaniu dezinformacji dotyczącej szczepieniom, w tym przeciw HPV.

Bardzo silne negatywne zainteresowanie w środowiskach antyzdrowotnych wzbudził przedmiot edukacja zdrowotna w szkołach. Było ono widoczne na początku 2025 roku oraz we wrześniu 2025 roku, kiedy przedmiot był wprowadzany, a rodzice mogli wypisywać z niego dzieci. Możliwa jest powtórka tej sytuacji w wrześniu 2026 roku, kiedy część edukacji zdrowotnej, która będzie dobrowolna (dotycząca życia seksualnego), może ponownie stać się przedmiotem kampanii sprzeciwu. Pojawił się jednak temat, który szybko zyskuje na popularności, czyli medycyna stylu życia i powiązane z nią kontrowersyjne teorie. Ogromną rolę odgrywają tu influencerzy promujący co najmniej kontrowersyjne rozwiązania oparte przede wszystkim na żywieniu.
Warto podkreślić, że medycyna stylu życia jest obecnie obszarem, w którym świadomość społeczna rośnie bardzo szybko. Wśród pięciu najlepiej sprzedających się książek w Polsce w 2025 roku dwie dotyczyły właśnie medycyny stylu życia: „Glukozowa rewolucja” oraz „Zdrowie bez wymówek”. W tej przestrzeni odbiorcy mają do wyboru klasycznych dietetyków, technologów żywności, endokrynologów i specjalistów chorób wewnętrznych, którzy tłumaczą skomplikowane mechanizmy biomedyczne, ale niestety łatwiej strawny materiał przedstawiają kontrowersyjni influencerzy. I tu właśnie widzę kluczową rolę uczelni medycznych lepiej przygotowujących komunikacyjnie swoich absolwentów.